Siano w głowie

Wiosna niesie z sobą ogrom prac ogrodowych i jako przysłowiowa „kobieta pracująca” zabrałam się za nie z olbrzymim zapałem. Z doskoku, kiedy tylko mam wolną chwilę pędzę na działkę i łapię się a to za kopanie, za sianie czy sadzenie lub wyrywanie chwastów. Tym sposobem prawie wszystko ogarnęłam i tylko patrzeć jak to co trzeba urośnie i będę zbierała dorodne plony. Hi, gdyby to było dokładnie tak jak piszę. Niestety rzeczywistość jest brutalna i trzeba się narobić, żeby zebrać kilka lichych marchewek czy skarłowaciałych buraków. Wiecie jak to jest, nie ma lekko. Mimo to ryję jak kret, kopię jak górnik i „dbam o zieleń bom nie  jeleń” :).

Miałam wolną chwilę, ale po co odpocząć skoro tyle do rzeczy do zrobienia. Złapałam, więc średniego synka za łapkę i popędziliśmy na działkę. Plan działania: czystka w truskawkach. Wpadłam, więc między krzaczki i jak w szale rwałam zielsko rzucając nim  na prawo i lewo, co jakiś czas przecierając spocone czoło. Znudzony młody bawił się w ogrodnika, który dba o kondycję trawnika.  Rwał grabiami suchą trawę po czym rzucał ją na wiatr niczym konfetti. Super sprawa kiedy mały znajdzie sobie zajęcie, a ja w spokoju w krótkim czasie zrobię tak dużo jak tylko się da. 

W ferworze walki z chwastami zorientowałam się , że zrobiło się późno, że czas wracać do domu ,resztą chorej rodziny trzeba się zająć nakarmić, przytulić i położyć spać. Chwyciłam młodego za łapkę i  z prędkością odrzutowca pędzimy przez osiedle. Lecz mimo prędkości dość skrupulatnie przyglądali mi się mijani ludzie.

- No cóż, może rozczochrana nieco jestem- pomyślałam

-  Ale przecież to nie koniec świata, luźne upięcia i nieład na głowie to teraz krzyk mody .  

Weszliśmy do sklepu, po chleb na kolację. Stanęłam w kolejce do kasy i czuję jak w ramię trąca mnie stojąca za mną kobieta.

- Prze pani!- powiedziała szeptem.

Obróciłam się i równie cicho jak ona spytałam o co chodzi.

- Ma pani siano w głowie.

No tak , mogłam się domyślić. Przecież trawa fruwała i tańczyła wokół mnie jak oszalała .

Zaczęłam z kobietą wyciągać z włosów suche źdźbła trawy.

-Pssss…. kobieta znów szepcze.

-To nie wszystko…- wyszczerzyła do mnie zęby w szerokim uśmiechu.

- Ma pani bardzo brudną buzię.

Wyjęłam telefon i skierowałam na siebie kamerę. Obraz nędzy i rozpaczy. Normalnie jak charakteryzacja do filmu wojennego, albo takiego o żebraczce, czy jakiejś bezdomnej, brudnej kobiecince.

No nie ma co, „damessa” ze mnie jak nic. 

Spytałam się synka dlaczego mi nie dał znać, że  brudas ze mnie. Powiedział tylko iż dla niego zawsze wyglądam pięknie. Ręce z bezradności opadają do samej podłogi, jakbym jego tatę słyszała. 

Mojemu wiosennemu trendowi nie rokuję świetlanej przyszłości. Siano w głowie i umorusana buzia nie będzie hitem tej wiosny ;)