Sylwestrowo- wyprzedażowy szał

Skończyło się szaleństwo związane ze Świętami a zaczęło kolejne. Sylwestrowe  a zarazem wyprzedażowe.

W które to zostałam również wciągnięta.

Dobrze ;)

25117 Nikt mnie nie zmuszał, zgodziłam się sama, z nieprzymuszonej woli. Jako” ciało doradcze” wybrałam się na zakupy. Cel-  znalezienie idealnej sylwestrowej kreacji dla znajomej. To był istny maraton po sklepach, lecz nie powiem, całkiem miły z przerwą na kawusię i ploteczkami. Było sympatycznie ale odwykłam od takich zakupów. Ostatnio taki wypad miałam chyba kiedy byłam nastolatką ( Ci którzy mnie znają wiedzą, że to było bardzo dawno  ;))

Od sklepu do sklepu wraz ze znajomą przedzierałyśmy się przez dzikie tłumy pań szukających sylwestrowego wdzianka jak również tych, które polowały na wyprzedażowe perełki. Ruch jak w Rzymie. Mimo wczesnej godziny i normalnego dnia tygodnia. Babeczek było sporo niczym w sezonie na plaży. Jedna przy drugiej, kątem oka spoglądały czy oby sąsiadka nie zgarnęła lepszego fatałaszka. Nakręcały się na sądzę, że niekoniecznie niezbędne zakupy. 

Taka sytuacja:

W kolejce do kasy stoi pani z naręczem ciuchów. Podchodzi do niej druga z jeszcze większym stosem ubrań i pyta:

- Co takiego ładnego pani ma?

- A o którą konkretnie rzecz pani chodzi?

- A to, to na samym wierzchu. Czy to jest kamizelka?

- Tak, to bezrękawnik. Świetny jest, cieplutki i taki ładny. Można nałożyć na sweter lub bluzę i będzie elegancko.

- Fajny jest, przydałby mi się taki. Gdzie go pani znalazła?

- A tam- wskazała kobieta wyciągniętą ręką.

- Dziękuję, idę poszukać-  odeszła a za nią jeszcze dwie inne z kolejki .

A taka sytuacja?

Stoją dwie panie w kolejce do kasy. Moja szanowna persona również stoi i czeka w długim wężyku. Ze skórzanymi butami w dłoniach i szerokim uśmiechem na twarzy. To te wymarzone, te których jeszcze nie mam i do tego za pół ceny. Stoję, więc sobie i nóżkami ze szczęścia przebieram. Radość z zakupu przysłania mi zdrowy rozsądek. Nie widzę nic złego w tym, że w kolejce czekam już 30 min. a końca i tak nie widać.

Stoję tak i obserwuję kręcące się niczym bączki panie, które rozpaczliwie chwytają to spodnie, to sukienki. Biegające w jednym bucie po sklepie nastolatki. Wciągającą powietrze starszą panią, która nie może zapiąć płaszcza w biuście. Gdzie niegdzie widać też panów, z pewnością towarzyszą swoim damą. Oj, nie wyglądali oni na szczęśliwych. Wzdychali, przewracali oczami a co poniektórzy wycierali rękawem pot z czoła. No cóż, wyprzedaże i zakup sylwestrowego cacka to z całą pewnością nie jest nic prostego.

Stoję, więc w tej kolejce a za mną dwie kobitki. Wywnioskowałam z rozmowy, że to matka z córką. Dysputa rzewna, okupiona rzęsistym gestykulowaniem młodej dziewczyny, która wyraźnie była podirytowana:

- Tak. Sądzę, że to ta sukienka- mówi mama.

- Rzygam już tymi sukienkami, wiesz jak ich nie znoszę.

- Kochanie, idziesz na sylwestra, do tego z fajnym chłopcem. Musisz się jakoś prezentować. Sukienka jest jedyna w swoim rodzaju, wiesz jak lubię biało-czarne kreacje . Ta do ciebie pasuje, jest ładna a do tego w promocji. Kupujemy!

Wzburzona córka odpowiada-  ty kupujesz, bo ja za to coś nie zapłacę!

- No dobrze, ale skoro się tobie nie podoba  to może poszukamy innej?

- Oooo… Nieee…. Co to, to nie! Ja już mam dosyć! Jak nie weźmiemy tej, to będziesz zatruwała mi życie, że ta była najładniejsza i, że popełniłam życiowy błąd.

- Proszę Pani! Hej…!!! –Woła mnie sprzedawczyni.

Moja kolej. Słuchając rozmowy nie zauważyłam, że już powinnam płacić. Kiedy odchodziłam od kasy dyskusja  nadal trwała, lecz przybrała na mocy i dołączyła się do niej sprzedawczyni. Mama zrobiła się czerwona na twarzy, córka wymachiwała rękami jak przy rozgrzewce na pływalni a kobieta z za kasy głośno wołała menedżerkę.

Znajoma kreację na sylwestra kupiła, ja swoje wymarzone buty :)

Nie wiem jak inne Panie, czy ich poszukiwania były owocne a zakupy udane ?

Sylwestrowo wyprzedażowy szał trwa.

Kobitki, trzymajcie się :*