Bo we mnie jest sex!

Przez 5 pracujących dni tygodnia wstaję rano skoro świt. Jest jeszcze szaro, buro i ponuro, nic się nie chce. Oczy ciężko się otwierają, a ciało stawia opór jakby prawa fizyki sprzymierzyły się przeciwko mojej biednej osóbce. Jakby współczynnik grawitacji rano był dużo wyższy od tego rzeczywistego i swą tajemną siłą ciągnął mnie ku mięciutkiemu i cieplutkiemu łóżku. A może to moje szanowne 4 litery przez te kilka godzin snu  urosły do monstrualnych rozmiarów i aby je wydobyć z  łoża potrzeba dźwigu o kolosalnych gabarytach. Wygrywam tą jakże trudną walkę, wojna niestety ciągle trwa. Zwlekam się z wyra i niczym zoombiak ciągnę nogi do  toalety. Gdzie doprowadzam się do  względnie możliwego stanu. Na twarz nakładam makijaż, na włosy gel ażeby kudły nie żyły swoim nieuporządkowanym życiem, szoruję kły by nie powalać oddechem. Popijając kawę, bez zbędnych ceregieli i zastanawiania naciągam na siebie jakieś szmatki  i pomalutku, z ogromną rezerwą spokoju budzę dzieciaki. Szykuję je do szkoły i do przedszkola. Zajmuję się nimi kompletnie  zapominając o sobie. Odprowadzam, całuję i ściskam.  Życzę im udanego i miłego dnia, szepczę na uszko jak bardzo ich kocham. Po czym niczym struś pędziwiatr gnam na pociąg.

To w olbrzymim skrócie jest początek mojego dnia. Przez 5 dni w tygodniu, od poniedziałku do piątku. Właśnie tak zaczyna się mój zwariowany dzień.

Lecz ten jeden  dzień zaczął się zupełnie inaczej. Różnił się od tych wszystkich dotąd.

A dlaczego?

….

Czuję, że ktoś mną szarpie. Przerażona otwieram oczy. Nade mną pochyla się rozczochrana córka, krzyczy niemiłosiernie. Jeszcze nie wiem co. Widzę jedynie jak porusza ustami, a jej oczy są nienaturalnie duże. Chyba jest to  panika. Pomału, ospale, zaczynają docierać do mnie dźwięki:

- … M a m o, w s t a w aj! Ma m o, s z y b k o! Z a s p a ł a ś…!

Nie było ciężkich powiek czy ciążącego, słoniowatego zadka. Ciało robiło to co trzeba,  w swym działaniu wyprzedzając mózg. Samo wstało i w przyśpieszonym tempie, jak z automatu samodzielnie wykonywało wszystkie czynności. Kiedy się ocknęłam byłam ubrana, pomalowana, uczesana, w ręku dzierżyłam kubek z resztką kawy, a dzieci kończyły już śniadanie. Odprowadziłam  ich jak zwykle do przedszkola i galopem pognałam na dworzec. Mijani przeze mnie ludzie przyglądali mi się bacznie, co poniektórzy oglądali się za mną. Było to dla mnie bardzo dziwne. Paszczy brudnej nie miałam, bo przecież nic nie jadłam. Makijaż też był ok ( kątem oka zdążyłam zerknąć w lustro). Fryzura była, niewidoczna bo na rozczochraną naciągnęłam czapkę.

- O co chodzi? Co jest?- myślałam.

- Choroba, chyba to ten dzień.

Taki dzień, kiedy wygląda się kwitnąco, kiedy twarz jest świeża, jest błysk w oku, włosy układają tak jak należy, nie denerwujesz się błahostkami i ogólnie sama z sobą czujesz się względnie dobrze.

- Nie ma to tamto. Jetem sex’i mama- powiedziałam sama do siebie pod nosem.

Szłam, zadowolona nucąc w duszy…” Bo we mnie jest sex…”

Rozpromieniona stałam na peronie, a ludziska cały czas na mnie zerkały. Na peron wjechał mój pociąg. Już, już prawie wsiadałam kiedy z mojego błogostanu drastycznie wyrwał mnie wysiadający konduktor.

- Coś dziwnego ma pani przy nodze..

Spojrzałam, a z nogawki spodni ciągną się  oklejone w trawie i liściach rajstopy. Ojejku! Całą drogę zamiatając chodnik ciągnęłam za sobą rajty. To one były powodem zainteresowania moją osobą. Ha, ha. Gapa ze mnie nie ma co. Podziękowałam konduktorowi, bo gdyby nie on pewnie ciągnęłabym za sobą te nieszczęsne rajstopy do pracy, a może zgubiłabym je po drodze i sądziłabym, że to ten „sex” wzbudził takie zainteresowanie moją osobą. Cała sytuacja bardzo mnie rozbawiła. Repertuar zmieniłam, więc na: „Od rana mam dobry humor”

Ha, ha, ha… Kiedy przypomnę sobie tę sytuację uśmiecham się sama do siebie. Nie ma jak pośmiać się z samego siebie.

Polecam, to naprawdę pomaga wytrzymać nawet najcięższy dzień.