Gdyby baba dziadem była, to by wąsy miała.

Nie wiem jak u was z gafami, u mnie się zdarzają, a ostatnio przytrafiła mi się mega wpadka i nie mówię tu o otyłej, którą wzięłam za ciężarną. Mówię o faux pas, które gdyby dotknęło mnie osobiście nigdy w życiu bym nie wybaczyła.

Ot, taka sytuacja:

Synka będącego dłuższy czas w szpitalu miał zbadać neurolog. Czekałam z duszą na ramieniu, z olbrzymią niecierpliwością i trwogą. Diagnoza będzie rzutowała na przyszłym życiu całej naszej rodziny i co najważniejsze przede wszystkim naszego kochanego bąbla.

Do naszego pokoju wchodzi Pan doktor. Niski wzrost i głos, krępy, rudawy.  Jak na mężczyznę taki jakiś niepozorny, jeżeli chodzi o aparycję w ogóle niezapadający w pamięć. Przecież jest lekarzem, specjalistą i wygląd modela nie jest mu, a tym bardziej nam do niczego potrzebny.

Zbadał synka i powiedział to, co reszta lekarzy: – trzeba czekać, czas pokaże. Nie wiem czy się cieszyć, czy martwić, ale chyba najważniejsze, że nic złego z jego ust nie usłyszałam. Oczywiście  Panuję mu: Panie doktorze to, a tamto, proszę Pana… 

Po czym wchodzi pielęgniarka i mówi do badającego nas specjalisty: -Pani doktor…

No nie! Jakby ktoś strzelił mi prosto w oczy!

Pan/ Pani uśmiechnęła/ął się i melodyjnym głosikiem jakby z satysfakcją powiedziała/ał: -do widzenia.

Do widzenia- wydukałam. Moja mina musiała być bezcenna, jeszcze nigdy takiego „zonka” nie miałam.

Po wizycie szybko popędziłam do gabinetu pielęgniarek. Okazało się, że była to Pani neurolog, a ja nie jestem pierwszą osobą, która popełniła tak subtelną pomyłkę.

Nie to, że kobieta brzydka była, tylko w ogóle do kobiety nie podobna.

Co robić? Jak się do ludzi odzywać żeby tego rodzaju gaf nie popełniać?

Bezosobowo?